SATYRA - epizod 33

Trudne początki.

Mariolka czuła się okropnie w białej bluzce i granatowej spódnicy, mimo iż zachowała jej stosowną długość, czyli wpół do pośladka. 

Pierwszego dnia pracy uczyła się obsługi telefonu. Nie było to proste. Należało opanować odbieranie i przełączanie rozmów na telefon prezesa. Jednak większe wyzwanie stanowiło opanowanie listy nazwisk, z którymi prezes nie życzył być łączony oraz przypisanych do nich wymówek.

Kolejny dzień nauki dotyczył obsługi przysekretariatowej kuchni: zapoznania się, gdzie co leży oraz obsługi ekspresu do kawy i kuchenki mikrofalowej. Z dogadaniem się z ekspresem Mariolka miała duże problemy, ale to było nic w porównaniu z obsługą kombajnu, który: drukował, kserował, skanował i jeszcze faksy wysyłał. Mariolka zaciskała zęby i starała się wszystko opanować, podczas gdy pani Joanna zaciskała zęby, żeby ją tego wszystkiego nauczyć.

Mariolka miała pecha. Pani Joanna musiała udać się wysłać pilną pocztę i nie było jej, gdy do sekretariatu wpadł prezes Dobrozmiański krzyczący od progu, że migiem dwie kawy prosi, bo zaraz będzie tu Przewodniczący Rady Nadzorczej. Mariolka udała się do przylegającej do sekretariatu kuchni. Na szczęście przywitanie tego gościa Dobrozmiański wziął na siebie, ponieważ witania gości Mariolka jeszcze nie opanowała. Mogła całkowicie skupić się na przygotowaniu kawy. Po zainstalowaniu gościa w gabinecie, Dobrozmiański zajrzał do kuchenki i rzucił pośpiesznie, nie wchodząc w szczegóły, że niech poda kawę taką, jaką pan Przewodniczący lubi i niech zrobi jeszcze jakieś kanapki. Mariolka trochę spanikowała. Włączyła ekspres, po czym natychmiast zadzwoniła do pani Joanny na komórkę. Ku jej uldze, ta szybko odebrała.

- Cześć, tu Mariola, słuchaj, przyszedł tu jakiś Przywódca Rady, który ma jakąś kawę ulubioną i ją teraz chce, a ja nie wiem, gdzie jest ta kawa jego ulubiona?

- O Matko – wyrwało się pani Joannie – Słuchaj i skup się: zaparzysz mu w ekspresie cappuccino, a piankę lekko posypiesz kakaem. Stoi w szafce, obok kawy. Zrozumiałaś?

- Ok, łapię klimat – Mariolka rzuciła pośpiesznie do słuchawki i natychmiast się rozłączyła, bo ekspres zaczął wydawać z siebie jakieś dziwne piski i zgrzyty.

Złośliwa maszyna, zamiast wylać z siebie czarny, aromatyczny płyn, zaczęła coś pisać na wyświetlaczu, oczywiście w obcym narzeczu, podczas gdy Mariolka władała jedynie językiem ojczystym, a i tym nie najlepiej. Spanikowana, na chybił trafił zaczęła wciskać różne guziki. W efekcie ekspres, widać rozłoszczony, splunął na nią gorącą wodą. Uskoczyła. Mimo to jej biała bluzka została udekorowana w brązowy rzucik. W ekspres wstąpił jakiś demon. Urządzenie zaczęło strzelać parą i gorącą wodą. Przerażona Mariolka bała się do niego podejść. W końcu, z narażeniem życia, wykorzystując kilku sekundowy interwał w strzelaniu, podsunęła ekspresowi garnek. Tym niemniej kuchnia wyglądała, jak po tsunami. To nie rozwiązało jednakże problemu kawy. Trzeba ją było przygotować. Mariolka wiedziała, że od tego zależy jej przyszłość zawodowa. Poznając lokalizację produktów żywnościowych w szafkach, zapamiętała, że w jednej z nich stała paczka zwykłej kawy mielonej (na wypadek fanaberii gości, do ekspresu bowiem używało się kawy w ziarnach). Sięgnęła po nią. Pstryknęła włącznik czajnika elektrycznego. Nasypała do filiżanek po dwie czubate łyżeczki kawy mielonej. Zalała wrzątkiem. W tym momencie przypomniała sobie, że dla tego Przywódcy miała być kawa specjalna. Cappuccino – to inaczej kawa z mlekiem zbełtanym. Trzeba będzie wykonać ją chałupniczo. Dolała do kawy Przewodniczącego dużo mleka i energicznie zamieszała. Problem kakao też rozwiązała. Nabrała czubatą łyżkę i wsypała do kawy. Jeszcze raz zamieszała ją zamaszyście. Teraz nadeszła pora na przygotowanie kanapek. W domu Mariolki jadało się z małą finezją, za to konkretnie. Ukroiła zatem wielką i grubą pajdę chleba. Posmarowała ją grubymi plastrami masła, które nie zdążyło się jeszcze rozmrozić po wyjęciu z lodówki. Na to położyła plaster salcesonu. Podzieliła się z Przewodniczącym swoim własnym, wyjętym z drugiego śniadania. Warzywa na kanapce uznawała za zbyteczne śmieci, więc za dekorację posłużył jedynie keczup, którego nie pożałowała. Mariolka była zadowolona z efektu. W końcu nie bierze udziału w konkursie na Masterszefa. Talerz z kanapką i kawy ustawiła na tacy, po czym ruszyła do gabinetu prezesa.

 

W kolejnym odcinku – kontynuacja wątku.