Wegetarianizm – nie taki straszny diabeł, jak go malują.

Jestem wegetarianką i jestem z tego dumna. 

Od lat uważana za dziwoląga, trwam niezmiennie w tym postanowieniu. W moim przypadku o wyborze stylu odżywiania nie zadecydowały przekonania, religia, filozofia, tylko zwykły fakt, że od dziecka nie lubiłam mięsa. Wpychano je we mnie, a ja, nawet pilnowana, umiałam przemycić „ten towar” psu. Miałam anemię, więc dodatkowo pojono mnie Biovitalem. Jako nastolatka zaczęłam cierpieć na silne bóle głowy. W mojej rodzinie migreny były na porządku dziennym, więc można było podejrzewać wpływ dziedziczności na moją przypadłość. W końcu mama, zaniepokojona moim wstrętem do mięsa, przy okazji wizyty lekarskiej (z powodu astmy byłam pod stałą opieką alergologa), zapytała, co ma zrobić z tym fantem. Lekarka stwierdziła, że, jak tak bardzo nie chcę jeść mięsa, to mogę wycofać je z diety po egzaminie maturalnym. Odczekałam do ostatniego egzaminu i… od tamtej pory nie tknęłam mięsa. Nie zniechęciło mnie nawet ultimatum rodzicielki, że muszę sama sobie gotować. Nauczyło mnie to dyscypliny, a przy okazji sztuki kulinarnej. Razem z mięsem odstawiłam też kawę, której w ostatnich klasach liceum piłam za dużo. 

Efekt zmiany diety: moja morfologia, mimo ciężkiej choroby jelit (więcej w artykule „Udane życie z chorobą Leśniowskiego-Crohna”: http://jarkiewicz.eu/articles/index/index/article/udane-zycie-z-choroba-lesniowskiego-crohnajest idealna, poziom żelaza w górnej normie, białko w normie, inne pierwiastki w normie. Bóle głowy sporadyczne. Energii do działania, mimo braku kawy – nadmiar. 

Powtarzam, nie jem mięsa, nie piję kawy. Jestem z tego dumna, mimo że latami słyszałam, że jestem dziwna, nienormalna – w sensie, że normalni – to ci, którzy jedzą mięso. Chrzanić to. Mogę być „nienormalna”, grunt, że jestem sobą, w zgodzie ze sobą.

 

Wegetarianizm, weganizm, pescetarianizm – ki diabeł?

W Polsce te wszystkie pojęcia się zlewają. Przede wszystkim w naszym kraju przyjęło się, że wegetarianie jedzą ryby. Dziwiłam się dlaczego, przecież rybie jest bliżej do zwierzęcia niż rośliny? Na biologii uczono mnie, że mają puszki mózgowe, czyli coś tam sobie kombinują. A taki rekin, czy szczupak kombinuje nawet mocno, stosując sztuki łowieckie. W końcu ktoś wyjaśnił mi, że wzięło się to stąd, że w religii chrześcijańskiej, w post dozwolone jest jedzenie ryb. Rozumiem, że zgodnie z religią rybie bliżej jest do rośliny niż zwierzyny. Ja jednak będę obstawać przy swoim. Wegetarianin – jarosz jada rośliny oraz nabiał pochodzenia zwierzęcego. Dla tych, co dopuszczają do diety ryby, nie jedząc jedynie mięsa czerwonego, zarezerwowano termin – pescetarianie (pesca – łac. „ryba”).

W restauracji, kiedy proszę o jakieś danie wegetariańskie, proponuje mi się zawsze rybę. Na stwierdzenie, że nie jadam ryb, zaraz pada pytanie na granicy popłochu – czy jadam nabiał? Ci, którzy nie jadają nabiału zwierzęcego – to weganie. Wiem, że dla laika wszystko to zlewa się w jedno. Jednak w przypadku restauracji, zważywszy na nasze dążenie ku Zachodniej Europie, powinno się takie pojęcia rozróżniać. Ja zaś, ze swojej strony, opanowałam w lokalach gastronomicznych składanie posiłku z dodatków (w tej pozycji w menu pojawiają się: surówki, warzywa na ciepło i tzw. „dodatek skrobiowy”: ziemniaki/ryż/kasza).

 

 

Jezu, wykluczenie mięsa pozbawi mnie siły i ważnych składników odżywczych!

BUJDA!

 W swym twierdzeniu pozwolę sobie wesprzeć się cytatem z książki „Próbowałam już tylu diet… - cud równowagi pH”:

„W skład naszego ciała wchodzi tylko 7 procent białka (70 procent stanowi woda, 20 procent tłuszcz, 1-2 procent witaminy i minerały oraz 0,5-1 procent cukier). W większości rodzajów mięs znajduje się 20-25 procent białka, a więc dostarczają nam go one więcej, niż ludzki organizm potrzebuje. Jeżeli nie jesz mięsa, nie masz się czego obawiać, bo szpinak i inne zielone warzywa są znacznie bogatsze w aminokwasy (materiał budulcowy białek) niż stek!”. – str. 125.

Warzywa, szczególnie zielone i zielone części innych warzyw (te mają najwięcej chlorofilu, wspierającego krwinki w dystrybucji tlenu w organizmie) są bardzo bogate w składniki odżywcze, zaopatrując nasze organizmy w witaminy, minerały i mikroelementy. 

Zielone warzywa oraz ciemne owoce, typu: jagody, aronia, czarna porzeczka, są bogatym źródłem żelaza. 

Wszystkie potrzebne mikroelementy, witaminy i białka złożone znajdują się też w kiełkach roślin. Są one zarodkiem, źródłem życia, witalnej energii.

Czy każdy może zostać wegetarianinem?

Tak, ale jest jeden warunek – trzeba lubić warzywa. Może to „oczywista oczywistość”, ale w praktyce bywa z tym różnie. Kiedy wyłączamy mięso, musimy tak dobierać warzywa, by dostarczyły nam odpowiedniej ilości mikroelementów. Nie należy zatem kręcić nosem, że nie lubimy tego czy tamtego, bo znacznie ograniczamy sobie dietę, dietę, która już jest ograniczona. Ja uwielbiam warzywa. Mogę jeść sałatkę z surowych warzyw bez soli i sosów. Wręcz uważam, że zabijają ich naturalny smak. Tzw. „dresingi” – to tylko ciężkostrawny, niepotrzebny dodatek. Można je z powodzeniem zastąpić: oliwą, cytryną, jogurtem. 

Kuchnia wegetariańska jest bardziej wymagająca niż ta oparta na produktach mięsnych. Trzeba dostarczyć organizmowi wszystkich tych składników, które są zawarte w mięsie np. białko, żelazo). Umiejętnie zbilansować posiłek (więcej w artykule: „Zbilansowany posiłek contra niewłaściwe nawyki żywieniowe”: http://jarkiewicz.eu/articles/index/index/article/zbilansowany-posilek-contra-niewlasciwe-nawyki-zywienioweze składników pochodzenia roślinnego i nabiału. To kuchnia ludzi kreatywnych. Uważam, że zestaw: frytki ziemniaczane, jajko sadzone, surówka z białej kapusty jest klawy, ale raz na jakiś czas. Nie jestem też fanem gotowych produktów z soi (kotlety, pasztety, parówki). Grzebanie przy genetyce tej rośliny nie odbija się korzystnie na tym, co potem dostajemy do jedzenia. Czasami można coś takiego zjeść, ale opierać na tym diety, nie należy.

Przy kupowaniu gotowych produktów, typu pasztety z warzyw, humus, warto spojrzeć na skład na opakowaniu. Wtedy ze zgrozą dowiemy się, że w pasztecie z dyni, tejże dyni jest 5%, a w humusie lista poprawiaczy smaku ciągnie się na 3 linijki, podczas, gdy ciecierzycy i sezamu są jakieś znikome ilości. Pasztety, pasty, czy humus, można zrobić sobie samemu w domu. Nie jest to proces długotrwały i bardzo pracochłonny, za to jesteśmy pewni wszystkich składników, których użyliśmy.

Stosując dietę wegetariańską należy mieć na względzie konieczność obecności tłuszczy w pożywieniu. Są one potrzebne do wchłaniania tak ważnych witamin jak: A,D,E i K. Ja jem małe ilości masła. Stosuję też oliwę z oliwek, olej rzepakowy i nierafinowany olej kokosowy.

Dieta wegetariańska zmusza też do regularnego odżywiania. Inaczej zwyczajnie jesteśmy głodni, ponieważ organizm nie zawalony ciężkostrawnym jedzeniem, trawi szybciej.

Wegetarianizm – jako metoda terapeutyczna.

Jemy więc regularnie. Do tego dostarczając organizmowi roślin zawierających białko, czy żelazo, przyswajamy je znacznie szybciej i więcej niż z długo rozkładającego się mięsa. „Nasz organizm wykonuje znacznie mniej pracy, gdy tworzy białka z kompletu pojedynczych aminokwasów obecnych w zieleninie, niż gdy ma do dyspozycji długie cząsteczki białek połączonych zgodnie z nieznanym schematem innego organizmu, na przykład krowy albo kury.” - Viktoria Boutenko „Zielony eliksir życia” str. 62 - i dalej cytując autorkę: "Profesor W.A. Walker z Wydziału Żywienia Harvard School of Public Health ostrzega, że „niekompletnie strawione fragmenty białek mogą zostać wchłonięte do krwioobiegu. Absorbcja tych dużych cząstek przyczynia się do powstawania alergii pokarmowych i chorób immunologicznych”.

Zamiana mięsa na rośliny w diecie powoduje, że nasz organizm nie jest tak zakwaszony i pełen toksyn.

Przykładowo:

- Ph awokado to +15,6 (+ znaczy potencjał zasadowości; miara ok 30 gr produktu),

- Ph wołowiny to -34,5 (- oznacza potencjał kwasowości; miara ok 30 gr produktu);

źródło: R.O. Young, S. Redford Young „Próbowałam już tylu diet… - cud równowagi pH”

Poniżej prezentuję dwie metody terapeutyczne oparte na diecie roślinnej:

Metoda Gersona – dieta wspierająca leczenie raka, a także innych chorób cywilizacyjnych, opierająca się wyłącznie na owocach i warzywach oraz ziarnach i niektórych olejach. 

Dr. Max Gerson (1881 – 1959) – niemiecki lekarz i naukowiec, dochodził do opracowanej przez siebie terapii opartej na odpowiedniej diecie, poprzez własne doświadczenia. Zaczęło się od tego, że zmagał się z chronicznymi bólami głowy, żaden z kolegów po fachu nie mógł mu pomóc. Zaczął więc dr Gerson sam szukać przyczyny. Odstawił mięso i zaczął odżywiać się owocami i warzywami z babcinego ogródka. Po pewnym czasie bóle głowy przestały go nękać. Potem koledzy po fachu zaczęli podsyłać mu tzw. przypadki beznadziejne, które w większości udawało się wyprowadzić przy użyciu opracowanej diety oraz stosowania lewatyw z kawy, mających za zadanie oczyszczanie wątroby z toksyn. Zdaniem dr. Gersona mięso zwierząt hodowlanych zawiera antybiotyki, hormony, polepszacze smaku (słynne E). Takie mięso nie trawi się do końca. Całe to chemiczne badziewie trafia do krwioobiegu, obciążając wątrobę. Tworzą się toksyny, a te niewydalane przy pomocy  błonnika (surowe warzywa i owoce) oraz oczyszczających lewatyw, prowadzą do poważnych dysfunkcji organizmu. Mówił to człowiek żyjący w zeszłym stuleciu, co więc zawiera mięso dzisiaj? Pozostawiam ten temat do przemyślenia.

Dieta dr Dąbrowskiej opera się na wyłączeniu w pierwszym okresie (od tygodnia do 6 tygodni) wszystkich składników zawierających węglowodany i budulce. Podstawą diety są nisko skrobiowe warzywa (czyli ziemniaki, bataty won, rośliny strączkowe – won) oraz owoce o niskiej zawartości cukru (takie jak: cytryny, grejpfruty, jagody). Warzywa i owoce są jedzone na surowo lub w postaci zup i soków. W efekcie takiej „głodówki” organizm zaczyna oczyszczać się ze wszystkich złogów, usuwa nadmiar tłuszczu, a przede wszystkim uszkodzone, patogenne komórki. Po okresie takiego „postu” stosuje się dietę zrównoważoną, wprowadzając rośliny strączkowe, ziarna, oleje i ryby. 

Dr Ewa Dąbrowska jest doktorem nauk medycznych, specjalizującym się w chorobach immunologicznych. Od lat 90-ych zeszłego stulecia rozwija metodę wspomagającą leczenie chorób przewlekłych, opartą na diecie warzywno-owocowej.

Poniżej podaję przykładowe menu wegetariańskie, z mojej diety:

Śniadanie:

jajko sadzone posypane szczypiorkiem, kromka chleba (najlepiej z mąki żytniej, gryczanej, jaglanej) posmarowana masłem/awokado, surowe warzywa: pomidor, ogórek, rzodkiewka, sałata. Zamiast jajka możemy użyć: twarogu zmieszanego, np. ze szczypiorkiem i rzodkiewką lub ogórkiem kiszonym i ziołami, sera żółtego lub pasztetu z warzyw. Pamiętajmy, żeby na kanapce zawsze znalazło się świeże warzywo. Potrzebujemy błonnika, którego dostarczą nam surowe warzywa.

Omlet z warzywami lub owocami.

Drugie śniadanie: 

koktajl owocowo-warzywny, przykładowo: ananas, mango, seler naciowy, mięta, woda, mleko kokosowe/migdałowe/owsiane

oraz garść orzechów;

lub:

kasza jaglana z jagodami/borówkami lub tartym jabłkiem; 

owsianka na mleku roślinnym z miodem i tartym jabłkiem. Kasza jaglana lub owsianka mogą stanowić pierwsze śniadanie, a kanapki drugie.

Obiad: 

kotlety z kaszy jaglanej, ziemniaki/kasza gryczana/ryż, surówka z surowej marchewki/cykorii, białej/czerwonej kapusty/miks: sałata, pomidor, ogórek/buraczki;

leczo warzywne z ryżem/kaszą gryczaną/makaronem razowym.

Kolacja:

chleb z pastą warzywną/pasztetem warzywnym i świeżymi warzywami;

chleb z pastą z awokado z plasterkiem czerwonej papryki i kiełkami;

leczo warzywne z kromką chleba;

sałatka z surowych warzyw polana oliwą z prażonymi pestkami słonecznika, z kromką chleba.

Poniżej parę swoich przepisów na dania wegetariańskie: 

Zupa – krem z cukinii

Na początek skroić włoszczyznę:

1 pietruszka,

2 marchewki,

½ selera.

Podgotować w ok. 1,5 litra wody.

Następnie dodać pokrojoną cukinię obraną ze skóry (2 małe sztuki). Doprawić: solą, pieprzem, lubczykiem, liściem laurowym i suszoną pokrzywą, odrobiną gałki muszkatołowej (zioła i przyprawy – wedle uznania).

Dodać surowe:

½ gruszki,

½ pora.

Wszystko zblendowałać. Na koniec dodać ok. 4 łyżek śmietany, odrobinę cytryny i świeżej natki pietruszki.

Można podawać z pestkami dyni.

Naleśniki z porem

Naleśniki – jak to naleśniki, skupię się zatem na farszu do nich. 

Farsz na ok 9 małych naleśników:

Pokroić 5 porów na drobno w kostkę. W rondelku podgrzać masło klarowane i zeszklić pory. Następnie dodaćł kubeczka śmietany i poddusić. Wrzucić ¼ gruszki pokrojonej w drobną kostkę. Następnie dodać pokrojony w kostkę ser owczy wędzony (jest wystarczająco słony, do dania nie potrzeba używać już soli). Na koniec parę kropel cytryny, odrobina białego wina, natka pietruszki i pieprz.

Farsz wsadzić do naleśników. Polać sosem ze śmietany, który pozostał w garnku.

Pasta z ciecierzycy

Ciecierzyca konserwowa ze słoika/puszki lub zwykła wcześniej namoczona (ta jest najlepsza), gotowana kilka minut z kawałkami marchewki i ziarnami siemienia lnianego. Następnie wszystkie składniki blendować z dodatkiem oliwy, czosnku lub czosnku niedźwiedziego, orzechów włoskich, tymianku. Sól, pieprz do smaku. Można dodać też suszone pomidory i jajko na twardo (dodatkowo poprawią smak).

Kotlety z kaszy jaglanej

Ugotować kaszę jaglaną. Dodać do niej pieczarki przesmażone z cebulą, 2 liście selera naciowego, pęczek naci pietruszki, opcjonalnie starty żółty ser (np. parmezan), jajko, sól i pieprz. Zblendować. Wyrobić kotleciki. Spanierować w bułce tartej lub sezamie i usmażyć. 

Jest to też bardzo dobry farsz do gołąbków (wtedy nie blendujemy składników). 

Szpinakowe ciastko francuskie

(porcja na 2 osoby)

Składniki:

ciasto francuskie (gdy kupione w płatach - 4 płaty),

paczka świeżego szpinaku,

4 ząbki czosnku,

kilka suszonych pomidorów,

kilka czarnych oliwek,

płatki migdałów,

sos pomidorowy (najlepiej pikantny),

sól, pieprz.

Ciasto francuskie podzielić na dwie części (w przypadku gotowych płatów – 2 płaty). Wyłożyć w naczyniu żaroodpornym i piec 10 minut. W tym czasie na maśle klarowanym podsmażyć pokrojony czosnek. Następnie dodaćszpinak. Zeszklić razem. Dodać suszone pomidory i czarne oliwki przekrojone na pół. Gotową masę szpinakową wyłożyć na upieczone ciasto francuskie. Wierzch posypać płatkami migdałów. Na koniec wyłożyć drugą część ciasta francuskiego i lekko posmarować sosem pomidorowym. Wszystko posypać odrobiną płatków migdałowych.

W swoim felietonie nie mam zamiaru atakować mięsożerców, bardziej biorę w obronę roślinożerców, tego, co kierowało mną i moimi kolegami po diecie, że zdecydowaliśmy się na taki sposób odżywiania. Nie jesteśmy dziwadłami, a przytoczone powyżej fakty wyraźnie o tym świadczą.

 

Artykuły powiązane:

http://jarkiewicz.eu/articles/index/index/article/zbilansowany-posilek-contra-niewlasciwe-nawyki-zywieniowe

http://jarkiewicz.eu/articles/index/index/article/udane-zycie-z-choroba-lesniowskiego-crohna