Z życia bogów. Historie na Olimpie - epizod 7

Boskie niańki.

 

        Apollo wyskoczył ze swojego ognistego rydwanu wprost do olimpijskiego ogrodu Hermesa. Zastał pana domu grającego w szachy z ich wspólnym bratem, nieokrzesanym Aresem.

- Aresie, ty grasz w szachy? Czy… czy to cię aby, no… nie przerasta… odrobinę? – zapytał zdumiony, patrząc jak osiłkowaty Bóg Wojny wpatruje się z marsową miną w planszę zastawioną figurami.

- Dał bym sobie radę, ale Hermes jak zwykle oszukuje – warknął zapytany.

- Na Zeusa, jesteś jedyną znaną mi istotą, której oszukać nie mogę. Ty po prostu nie zrozumiałbyś, że jesteś oszukiwany – Bóg Złodziei rozłożył bezradnie ręce.

Nie dając Aresowi czasu na skonstatowanie, że został obrażony, Apollo szybko zaczął mówić.

- Panowie, bracia…

- Pewnie masz jakiś interes, skoro przypomniałeś sobie o łączących nas więzach krwi – przerwał mu Hermes.

- Ależ nie. Chciałem wam zaproponować wypad na Ziemię. Poznałem ostatnio bardzo atrakcyjną i przystępną Ziemiankę. Powiedziała, że na dzisiejsze spotkanie przyprowadzi dwie koleżanki.

- Czy koleżanki będą równie atrakcyjne i przystępne? – zapytał od razu Hermes.

- No, nie wiem, co na to Afrodyta? – zaniepokoił się równocześnie Ares.

- Mój drogi bracie, coś ci się pomyliło – zaczął cierpliwie wyjaśniać Apollo. - Afrodyta nie jest twoją żoną, więcej, jest zamężna z Hefajstosem…

- To co, jego mam się zapytać o zgodę?

- Odkąd to Bóg Wojny pyta kogoś o zgodę? – wtrącił zaczepnie Hermes.

- Racja! To mnie wszyscy powinni prosić o zgodę.

- Zatem, czy zgadzasz się, byśmy udali się na Ziemię i spędzili odrobinę czasu w miłym towarzystwie? – szybko zapytał Bóg Złodziei.

- Zgadzam się.

Apollo gwizdnął na swój rydwan i po chwili trzech bogów mknęło już w kierunku Ziemi. Hermes nie przewidywał nawet w jaki miłym towarzystwie przyjdzie im spędzić najbliższe godziny.

*   *   *

      - Cześć, misiek! Widzę, że przyprowadziłeś kolegów – przywitała ich w progu ponętna blondynka, która musiała dobrze znać się na budowlance, bo doskonale wiedziała, do czego najlepiej służy silikon.

- Tak, skarbie, a czy ty przyprowadziłaś koleżanki? – zaszczebiotał Apollo.

- Laski zaraz będą, ale jest mały problem.

- Jaki problem, skarbie? Rozwiążę każdy twój problem, słodyczy moja.

- O, super! Bo wiesz, nawaliła opiekunka, a mamy już umówioną kosmetyczkę, a potem trzeba trzasnąć hybrydkę na paznokcie, więc ktoś musi popilnować małej – blondynka wyrzuciła tę lawinę informacji na jednym tchu.

- Jakiej małej? – Apollo trochę się pogubił. 

- No, dzieciaka… Trzeba trochę popajacować, jak zacznie beczeć, dać butelkę i przewinąć, jak walnie kupę… ale co to dla takich super chłopaków jak wy.

- Jakiego dziecka? - zapytał zdumiony Apollo.

- No… mojego.

- To, ty masz dziecko?!

- Ano, przytrafiło się… ale nie rób mi tu zaraz wyrzutów! Uprzedzałam, że jestem kobietą wyzwoloną. Nie boję się braku odpowiedzialności.

- Dobrze, już dobrze – zaczął łagodzić Apollo.

- Moja droga pani – włączył się Hermes. – Ja miałem obiecane spędzenie czasu w miłym damskim towarzystwie…

- I wszystko się zgadza, koleś. Mała Lola jest bardzo miłym towarzystwem… kiedy się nie drze, oczywiście, ale takie wspaniałe chłopaki na pewno sobie poradzą przez te parę godzin, kiedy będziemy się dla was upiększać…

- Przez… jak długo?

- No, nie boczcie się, przecież to wszystko dla was – mówiąc to, blondyna wciągnęła ich do domu. Ciągle zdezorientowani poszli za nią do salonu, gdzie zobaczyli małe łóżeczko, a w środku leżącą małą istotkę. 

- Widzicie, śpi, żaden kłopot. Tu jest butelka, tam pieluchy… - z zewnątrz dał się słyszeć dźwięk klaksonu. – O, dziewczyny już są. Biegnę. Ci pa! Szybko wrócimy zrobione na bóstwa – mówiąc to, chwyciła różową torebkę i tyle jej było.

- Miłe, damskie towarzystwo – mruknął Ares, który milczał do tej pory, gdyż akcja toczyła się zbyt prędko na jego pojmowanie.

- No, to nam randkę załatwiłeś – Hermes zwrócił się z wyrzutem do Apolla.

- Zobaczcie, jaka mała, słodka istotka. Śpi sobie. Co to za problem poczekać chwilę na dziewczyny w jej towarzystwie…

W tym momencie istotka otworzyła oczy, a okolicę obiegł potworny wrzask.

- Miłe towarzystwo – stęknął Hermes.

- Wyłącz ją jakoś! – krzyknął Ares.

- Po prostu się wystraszyła – zaczął usprawiedliwiać dziecko Apollo, podnosząc je z łóżeczka. – Trzeba ją tak trochę potrząsać… znaczy kołysać. To się uspokoi.

Istotka się nie uspokoiła. 

- Pośpiewam jej… - Apollo próbował przekrzyczeć wrzask dziecka -  albo lepiej zagram na lirze – dodał z rozpaczą.

- Dobra, graj! – odkrzyknął Hermes.

- Ale, żeby zagrać, muszę mieć wolne ręce… - zaczął Apollo.

- No i co?

- No i weź ją ode mnie.

- No nie!

- Proszę, zagram kołysankę i zaraz się uspokoi. Wtedy się jej pozbędziesz… to znaczy, położysz do łóżeczka.

Apollo grał najbardziej lirycznie jak potrafił. Hermes kołysał, a istotka darła się nieprzerwanie.

- Panowie bracia, ja już trochę zaczynam się irytować – mruknął Ares.

- To może podpowiesz jakąś metodę, żeby ją uciszyć, bracie? – krzyknął do niego zdenerwowany Hermes.

- Jasne, zaraz wyczaruję młotek i będzie po krzyku.

- Nie, no, zaraz to ja wyczaruję młotek i opukam ci mózg, żeby znaleźć tę ostatnią komórkę odpowiedzialną za myślenie! – wkurzył się Hermes, ruszając w kierunku Aresa niepomny trzymanego na rękach dziecka.

- Panowie, bracia, nie kłóćmy się! – Apollo odrzucił lirę i stanął między boskimi braćmi. – Hermesie wymyśl jej może jakąś zagadkę, jak zacznie się nad nią głowić, to może zapomni wrzeszczeć.

- Mogę zadać jej zagadkę, a nawet tysiąc zagadek, ale, jeśli tego nie zauważyłeś, ona jest na poziomie rozwoju niższym nawet od Aresa. Obawiam się, że mogę nie znaleźć z nią wspólnej płaszczyzny porozumienia – odkrzyknął Hermes.

- Zatem wracamy do opcji z młotkiem? – zapytał Ares.

- Panowie, błagam! – Apollo już prawie miał łzy w oczach.

- Powiem jedno, do rozwikłania tej łamigłówki przydałaby się kobieta – stwierdził Hermes.

- Czyli jednak dzwonię do Afrodyty? – podchwycił zaraz Ares.

- Rozumiem, że tobie jak żołnierzowi wszystko kojarzy się… - zaczął Hermes.

- Aresie dzwoń do tej Afrodyty! – ryknął Apollo.

          Po upływie 5 minut dziecko spało spokojnie w łóżeczku. Za nim stała Afrodyta, patrząc na trzy boskie niańki z wyrazem dużej dozy niesmaku.

- Jeszcze raz dokuczycie Aresowi z powodu jego ułomnej inteligencji, to was w króliczki Playboya pozamieniam – zwróciła się surowo do Apolla i Hermesa. – Bóg Wojny okazał się najmądrzejszym z was, bo poprosił o pomoc kobietę.